piątek, 13 stycznia 2017

STAŁO SIĘ...

Stało się...
Nadszedł ten moment, który chciałam aby nigdy nie nastąpił...
No może nie nigdy, ale jeszcze nie teraz...
Przyszło mi to bardzo trudno...
Ale cóż, kiedyś trzeba było wrócić do pracy...
W pracy nie było mnie ponad 3 lata...
To bardzo długo...
Przez ten cały czas myślami byłam daleko od pracy... 

Nie zaprzątałam sobie głowy zmianami, które w tym czasie postępowały w galopującym tempie... 
I niestety widzę, że wypadłam z tego pędzącego pociągu... 
Że dużo pracy mam przed sobą... 
Że dużo mam do przypomnienia, 
Dużo do nauczenia na nowo... 

Moment powrotu do pracy po tak długiej przerwie jest dla mnie bardzo trudny i pewnie dla wielu mam taki był a dla innych będzie...

Choć z drugiej strony... jak tak dobrze się zastanowię i zrobię rachunek sumienia, w głębi serca mam nadzieję, że teraz bardziej docenię to, że jestem mamą moich wspaniałych córek...
Ostatnimi czasy coraz częściej pojawiała się irytacja, zdenerwowanie, złość nawet w błahych sprawach...
Miałam wręcz wrażenie, że jestem chodzącą tykającą bombą, która lada moment wybuchnie z banalnego powodu...

Myślę, że między innymi długie przebywanie z dziećmi w domu, ograniczenie wizyt towarzyskich, często brak rozmów z dorosłymi, było przyczyną tego rozdrażnienia....
Myślę, że brakowało mi kontaktów z innymi ludźmi, wyjścia z domu i zajęcia się dorosłymi sprawami...

Bardzo lubię i chcę spędzać czas z moimi dziećmi..., ale jednocześnie czuję, że po jeszcze dłuższym pobycie w domu, jeszcze trudniej byłoby mi się odnaleźć ponownie w pracy, a już teraz jest ciężko...

Powoduje to niestety u mnie spadek poczucia własnej wartości i pewności siebie... a i tak już mi tego brakowało...

Każda mama po urodzeniu dziecka prędzej czy później musi podjąć świadomą decyzję, czy chce pracować zawodowo. I przede wszystkim my mamy musimy być na to gotowe, być przekonane, że to ten właściwy moment...


Każda mama podejmuje różne decyzje, różne są motywy naszego postępowania. Jedna mama woli dłużej pozostać z dziećmi w domu, a inna już po kilku miesiącach wraca do życia zawodowego...
Cele i potrzeby każdej mamy są inne, tak jak każda mama jest inna...
I każda mama powinna dokonać takiego wyboru, jaki według niej jest najlepszy dla niej i jej rodziny...
W czasie który jest najodpowiedniejszy...
Ale skąd wiedzieć, że to właśnie jest już ten moment...
U każdej mamy ten moment jest inny, bo uzależniony jest od różnych kwestii... 
Dlatego też trudno jest wskazać moment, który jest najlepszy na podjęcie pracy po urlopie macierzyńskim lub wychowawczym...
Ja niestety nie byłam do tego przekonana... Że to już... teraz...
Chciałam dłużej zostać w domu z dziećmi...
Ale czy byłoby to dobre rozwiązanie... czy coś by to zmieniło na lepsze... teraz już się nie dowiem...
Obecnie wydaje mi się, że w pracy to był dobry moment... przynajmniej na razie tak...
Mała -A- zaaklimatyzowała się już w przedszkolu... więc jestem spokojniejsza...
-J- i -O- też sobie radzą w szkole... wprawdzie raz lepiej, raz gorzej... Ale nie jest źle...
Przede wszystkim najważniejsze dla mnie jest to, że wiem, przynajmniej teoretycznie, co dzieje się z dziećmi, kiedy ja jestem w pracy...

Dodatkowo mam ogromną nadzieję, że na moim powrocie do pracy zyska cała moja rodzina... 
że ta zmiana będzie dla mnie i dla całej mojej rodziny w konsekwencji bardzo pozytywna... 
Ja... że wyjdę do ludzi, że znów zacznę rozwijać się zawodowo, że moje życie towarzyskie na tym zyska... 
Mam nadzieję, że dzięki temu, że będę miała mniej czasu dla dzieci... (co jest chyba największym minusem powrotu do pracy) to będę go umiała lepiej wykorzystać... że będę miała więcej cierpliwości...

Dodatkowo mam nadzieję, że moje dzieci staną się bardziej samodzielne... i będą miały lepszą więź z tatą... - co już zauważam u mojej najmłodszej -A-... i jestem czasem trochę zazdrosna... Ostatnie wieczory chodzi spać z tatą, co do tej pory zdarzało się bardzo rzadko...

Marzyłoby mi się jeszcze aby mój -M- przejął jeszcze część moich obowiązków domowych... 
Ale nad tym będę musiała popracować...

Nie wiem natomiast czy ten moment akurat był odpowiedni... niestety po części był konieczny i wymuszony przez sytuację...
Ale tak się stało i musimy stawić temu czoła i szukać samych pozytywnych aspektów tej sytuacji...

Niestety, już po tygodniu od mojego powrotu do pracy dwie moje starsze córeczki się rozchorowały... na szczęście tym razem możemy liczyć na pomoc babć...
Choć nie ukrywam, że jest mi bardzo przykro z tego powodu, że nie mogę być z dziećmi w domu kiedy mnie potrzebują...

Ale wiem też, że mój powrót do pracy jest ciężki nie tylko dla mnie ale i dla moich dzieci ...
Starsze dziewczyny lepiej sobie z tym poradzą, ale mała -A-... jej jest trudniej...

Bardzo się cieszę, że przyzwyczajałam do tego momentu moją malutką -A- już od września...

Wtedy bardzo to przeżywałam... o czym pisałam tu i tu .

Jak to dobrze, że stopniowo ją przygotowywałam... Oswajałam pomału z przedszkolem... początkowo na 2-2,5 godziny, potem 4 godziny... Teraz już jest 7 godzin... (co dla mnie jest długo niestety)

Dodatkowo, wróciłam na razie do pracy na 7 godzin... więc szybciej mogę ją odebrać z przedszkola... Myślę, że i dla mnie na razie jest to korzystne... bo po takiej długiej przerwie ciężko jest mi się wbić w pracownicze obowiązki...

Dzięki temu teraz jest nam łatwiej i ten początek nie jest taki tragiczny...

Choć zmęczenie daje się we znaki, zarówno mi jak i małej -A-... a to przez wczesne wstawanie, do którego nie byłyśmy przyzwyczajone...


To mam nadzieję, że już niedługo będę promieniować radością, patrząc jak rozwijają się moje dzieci, szczególnie mała -A-, która ciągle poznaje nowe rzeczy...

Będziemy wychodzić na spacery, teraz na sanki, potem na rowery...

Chcę dbać o to i pamiętać, że mimo powrotu do pracy, to nadal jestem przede wszystkim mamą, a dopiero potem kobietą pracującą... no i oczywiście chcę być blogerką... 
Uwielbiam pisać, uwielbiam robić zdjęcia, sprawia mi to niesamowitą przyjemność...
Tylko czasu mam mało niestety... gdyby tak udało się dodać do doby z 6 godzin... na sen...


A jak u Was, drogie Mamy, wyglądał powrót do pracy...? A może jesteście dopiero przed podjęciem tej trudnej decyzji...? Czy miałyście obawy przed powrotem do pracy...? Jak długo chcecie pozostać w domu z dziećmi? Wolałybyście zostać w domu, czy wręcz przeciwnie – chciałybyście już wrócić do pracy?

Dziękuję za tę chwilę poświęconą na przeczytanie mojego posta... 
Zapraszam ponownie...

-Dorota-
Wszystkie zdjęcia i treści zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa. Zgodnie z Dz.U. z 1994 r. Nr 24 poz.83 mam prawo do ich ochrony i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie bez mojej wiedzy.

piątek, 23 grudnia 2016

WSPÓLNY CZAS...

Święta tuż tuż...
Z porządkami u mnie marnie....
Jeszcze sporo mam do zrobienia...
Ale jakiś czas temu zmieniły się moje priorytety...
Uznałam, że porządek w domu świetna rzecz, ale nie kosztem czasu spędzanego z dziećmi...
Tak to już jest przy dzieciach... że ledwo posprzątamy... a już znowu trzeba coś uprzątnąć...
Dlatego w tym roku dałam na luz w tej sprawie...
Choć nie ukrywam, że trochę za bardzo i dziś muszę trochę podgonić...
Atmosfery świątecznej niestety nie czuję nadal...
Już wiem co jest tego przyczyną... ale nie o tym teraz...
Ponieważ chcę aby dzieci były zadowolone i szczęśliwe... 
To na nich głównie się teraz skupiam...
I tak wczoraj zrobiłyśmy kilka ozdób z MASY PORCELANOWEJ...
Jest to dla nas zupełna nowość...
A dowiedziałam się o czymś takim jak masa porcelanowa dzięki Ewie z bloga mojedziecikreatywnie.pl
Tu znajdziecie dokładną instrukcję jak wykonać taką masę... 
http://mojedziecikreatywnie.pl/2016/11/sucha-porcelana-przepis/
Jest to bardzo proste, skoro mi wyszło za pierwszym razem...
Wprawdzie zrobiłam chyba mniej tej masy, ale najważniejsze są proporcje...

Do zrobienia takiej masy potrzeba:
- mąki ziemniaczanej,
- kleju Wikol,
- oliwki dla dzieci,
- soku z cytryny.

Do dwóch jednakowych miseczek dałam dokładnie tyle samo kleju i mąki ziemniaczanej
I to chyba jest najważniejsze... aby objętościowo było tyle samo...
Dodałam 2 łyżki oliwki i 2 łyżki soku z cytryny...
Wymieszałam, potem zagniotłam...

A potem była tylko zabawa...

No i trzeba pamiętać aby dać dzieciom tyle masy ile akurat potrzebują, a resztę schować do foliowego woreczka, żeby nie wyschła...

Niestety niektóre ozdoby podczas suszenia się wygięły... Podejrzewam, że są za cienkie...

A teraz trochę zdjęć...













Dziś będziemy stroić choinki w naszym domu...
A ja będę próbowała poczuć Świąteczną Atmosferę...


Życzę Wam Wszystkim zdrowych, spokojnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia, spędzonych w gronie najbliższych osób.
Życzę Wam Wszystkich Błogosławieństwa Bożej Dzieciny na cały nadchodzący Nowy Rok.



Dziękuję za tę chwilę poświęconą na przeczytanie mojego posta... 
Zapraszam ponownie...

-Dorota-
Wszystkie zdjęcia i treści zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa. Zgodnie z Dz.U. z 1994 r. Nr 24 poz.83 mam prawo do ich ochrony i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie bez mojej wiedzy.