niedziela, 25 września 2016

KOMPOT i POWIDŁA OLIWKOWE... ;)

Do pomysłu zrobienia powideł śliwkowych (bo o tych tu mowa, nie o oliwkowych) podchodziłam sceptycznie... 
bałam się konieczności ciągłego mieszania i przypalenia...

Ale sezon na śliwki w pełni...
Dodatkowo dostałam dwie skrzynki pysznych szydłowskich śliwek...
Dziękujemy Aniu i Tomku...

Mimo tego, że część przekazaliśmy dalej i mimo tego, że jest nas piątka... nie udało nam się wszystkich zjeść...
Więc postanowiłam, że zrobię trochę kompotów na zimę... oraz spróbuję zrobić powidła śliwkowe...

Przeglądając internet natknęłam się na kilka przepisów na powidła śliwkowe bez mieszania... 
I stwierdziłam, że może warto taki przepis wypróbować... 
Każdy przepis był trochę inny, ale łączyło je jedno... brak konieczności mieszania...

Tak więc połączyłam kilka rad i zrobiłam swoje powidła śliwkowe...

Składniki :
- dojrzałe śliwki
- cukier w proporcjach ok. 200 g na każdy kilogram śliwek - wtedy wychodzą naprawdę słodkie...

Śliwki oczywiście musimy umyć i wypestkować...
Aby nie brudzić zbyt dużo naczyń, ja od razu wrzucałam śliwki do garnka, w którym potem śliwki się smażyły...

Garnek miałam dość szeroki z grubym dnem...

Układając śliwki każdą warstwę śliwek przesypałam warstwą cukru...

Przykryłam i odstawiałam na całą noc...
Robiłam to wieczorem, bo wtedy najwięcej czasu i spokoju... 
Chodzi o to aby śliwki puściły jak najwięcej soku...



Rano garnek ze śliwkami postawiłam na średnim palniku kuchenki i gotowałam na minimalnym ogniu przez ok. 4 godziny... 
Podczas gotowania garnek nie był już przykryty i przez te cztery godziny śliwek NIE MIESZAŁAM...

W tym czasie o śliwkach można podobno zapomnieć... choć ja z racji tego, że robiłam to pierwszy raz zaglądałam do nich i sprawdzałam czy faktycznie się nie przypalają...


Po 4 godzinach masę śliwkową przemieszałam i zmiksowałam blenderem aby była to gładka masa... Przełożyłam do wyparzonych, suchych małych słoiczków i odstawiłam...
Powidła były gorące, więc słoiczki ładnie chwyciły, oprócz dwóch niestety...

 A z racji tego, że nie miałam dużo tych powideł, postanowiłam jednak je wszystkie pasteryzować... Gotowałam słoiki ok. 10-15 minut...










Co do kompotów...



To do litrowych słoików wrzuciłam (a raczej moja -J- wrzucała) połówki śliwek bez pestek oczywiście... tak do wysokości 3/4 słoika...
















Wsypałyśmy ok. 4 łyżek cukru do każdego słoika...













I zalałyśmy wrzątkiem...














Potem już tylko pasteryzacja ok. 20 minut...
I kompoty gotowe...
A zimą można cieszyć się pysznym kompotem i smakiem śliwek...








A teraz jeszcze wyjaśnię temat postu... i dlaczego KOMPOT i POWIDŁA OLIWKOWE...

... Oliwkowe, bo moja malutka -A- na ŚLIWKI mówi OLIWKI... choć wie jak wyglądają oliwki i zna ich smak... to śliwki dla niej to też oliwki, tylko trochę większe...

A wy robicie kompoty, powidła, dżemy lub inne przetwory na zimę...?
Mam nadzieję, że tak... myślę, że zawsze są one zdrowsze niż to co możemy kupić w sklepie... pomimo, iż zawierają biały cukier...

Pozdrawiam Was serdecznie
-Dorota-

Wszystkie zdjęcia i treści zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa. Zgodnie z Dz.U. z 1994 r. Nr 24 poz.83 mam prawo do ich ochrony i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie bez mojej wiedzy.

poniedziałek, 12 września 2016

GORĄCZKA...

Z doświadczenia wiem, że gdy dziecko idzie do przedszkola to od razu pojawiają się choroby...
Choć nie spodziewałam się, że pierwsza choroba pojawi się tak szybko i to przy tak ładnej pogodzie...
U nas pierwsza choroba już się przyplątała...
Mała -A- dostała wczoraj późnym popołudniem wysokiej gorączki...39 stopni...
Innych objawów na razie brak...
Nic tego nie zapowiadało... nie skarżyła się na nic...
Gorączka przyszła szybko...
Chcieliśmy w niedzielę wykorzystać jeszcze tę piękną letnią pogodę i wybraliśmy się na basen na świeżym powietrzu...
Dziewczyny szalały i bawiły się w wodzie...
W drodze powrotnej mała -A- zasnęła... po godzinie drzemki obudziła się cała rozpalona...
W nocy gorączka znowu się pojawiła...
Dziś mała -A- ma stan podgorączkowy...
Mam tylko nadzieję, że to nie gorączka"przedszkolna" z obawy przed przedszkolem...
Choć o przedszkolu wczoraj nie rozmawialiśmy...
Dziś jak widziała, że dziewczynki szykują się do szkoły a -M- do pracy to od razu stwierdziła, że ona do przedszkola nie idzie...

Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie.



-Dorota-

Wszystkie zdjęcia i treści zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa. Zgodnie z Dz.U. z 1994 r. Nr 24 poz.83 mam prawo do ich ochrony i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie bez mojej wiedzy.